TRASA: Wisła Głębce - Przełęcz Kubalonki - Przysłop - Barania Góra - Magurka Wiślańska - Magurka Radziechowska - Twardorzeczka - Radziechowy - Żywiec.
Wycieczkę na tę drugą pod względem wielkości w Beskidzie Śląskim górę (1220m) Ekipa Wesołej Pioniereczki odbyła w jeden z upalnych weekendów września 2003.
Swą wedrówkę rozpoczęliśmy ze stacji PKP w Wiśle Głębce - swoją drogą jest to swoisty koniec świata i jak to każdy koniec świata był on bardzo urokliwy.
Z tego miejsca wiedzeni szlakiem zielonym szliśmy około 1,5 godziny na Przełęcz Kubalonki, z czego 1 godzinę serpertynującą i dość ruchliwą jezdnią, którą jednak w ostatniej fazie wędrówki można nieco ściąć.
Przełęcz Kubalonki przywitała nas radosnym gwarem turystów, który mnie akurat był i jest nie w smak. No ale co kto lubi, co kto woli...
Po krótkim postoju pożegnalismy jednak cywilizacji dzikie krzyki i za znakami czerwonymi podążalismy aż do schroniska na Przysłopie, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Trasa z Kubalonki na Przesłop jest jednak dość długa - około 2,5 godziny i z czasem staje się dość żmudna i męcząca. W momencie kiedy morale w Ekipie spadały na tak zwany łeb i na szyję, naszym oczom ukazała się budowla zwalista i nijak nie przystająca do tego miejsca. Nie było to jednak w tym momencie aż tak ważne, albowiem zmęczenie i głód były silniejsze nad wszystkie doznania estetyczne świata...
Następnego dnia po spokojnej nocy pośród górskich szczytów, udaliśmy się wśród wczesnorannych mgieł i niepogody w dalszą wędrówkę za znakiem czerwonym w ponad godzinną wspinaczkę na Baranią Górę - królową Beskidu Śląskiego. W normalnych warunkach admoswerycznych, które tutaj jednak występują stosunkowo rzadko, z wierzy widokowej więczącą sam szczyt można obserwować całą beskidzką panoramę. Nam jednak nie było to dane...
Stąd po kilkudziesięciominutowym odpoczynku ruszyliśmy dalej szlakiem czerwonym w kierunku Magurki Wiślanej i Radziechowskiej, co miało zająć nam około 2 godzin. Droga była dość przyjemna i wiodła początkowo lasem, by ostatecznie nas wywieźć w...pole. Tak, bezsprzecznie wyszliśmy w pole zarówno w sensie dosłownym jak i metaforycznym, albowiem za Magurką Radziechowską szlak zniknął niczym ta przysłowiowa kamfora i już, jak i ona, się nie pojawiał ginąć pośród dziesiątek pni wiatrołomu. Ekipa Wesołej Pioniereczki jednak szła niestrudzenie dalej i to był jej błąd... Nie napotkała bowiem na szlak niebieski przez długi czas. Droga, którą szliśmy doprowadziła nas w końcu do małej wioski zwanej Twardorzeczką. Stąd nie było już wyjścia tylko trzeba było łapać tak zwanego "stopa", co z niemałym trudem nam się po półgodzinie prób udało. W ten sposób dotarliśmy na przystanek PKS w Radziechowym Wieprzu, skąd jechał autobus do Żywca, stąd zaś droga do domu rysowała się nam szeroko i jasno wzdłóż kolejowych torów. Eh, piękna to była wyprawa a i przygód pełna.
|