intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki








Być do więcej mieć
wiatr rozdarł poduchy gęstych chmur
w zimnej czerwieni wschodzącego słońca
nad ziemią podbitą stemplem obiecanym

tutaj mieliśmy tylko doświadczyć wolności
śliniąc słodkie znaczki na post office
zaczerpnąć mglistego spokoju z własnej woli

kto jest w stanie wygrać z przeznaczeniem
dzieląc każdy paciorek ciężkiego dnia
z twarzą przy ziemi wzniecamy zarzewia

oszpecając zakłamaniem samych siebie
gdzie rozkosz wygrywa z wartością człowieka



Nostalgia
chcę żyć w sercu mojego miasta
być dzieckiem w orężu wiary
tak jak niebo wspierać ziemię
gdzie drzewo zapuściło korzenie

tam gryczane pole gada
nocą słowik spać nie daje
i łysy obłudnik do okien zagląda

chcę budować wciąż od nowa
zburzone niegdyś detale
by nie urągać ciemnościom
ostatnią świeczkę zapalę



Gdzie jest mama
magią modlitewnych wyznań
noc układa żyrandole ulic
księżycem kosi srebrzyste topiele

tylko przerażone oczy nie usną
schowane pod poduszką
malutkie dłonie ściskają naderwane uszy

jutro przyjdzie po mnie mama
obiecała
a pani Miecia nie będzie biła dużą kredką
tam będzie mój prawdziwy dom
wszystko będzie moje




Powroty
są chwile
kiedy czas można chwycić za rękę
obłaskawić dzikie zwierzęta
zbudować niebo z pokory i biedy
nauczyć się siać ziarno

obudzić drzemiące kotliny
ławice pstrągów w górskich potokach
nie wracać na pustynię nonsensów
która przenika
fotografią zżółkłych horyzontów

na słonecznych kamieniach
chrzęstem składać hołd nieustanny
można mówić do ostów
liści mchów i widłaków

zapisać na wodzie wspomnienia



Bez miary
w świecie kpiarzy martwych planet
po różnych stronach księżyca
trwonimy życie kieliszkami wina

tobołek na plecach
tysiącem oczu i głów
biegamy drogą wydarzeń nieznanych

zmurszałe kapliczki pamięci
kurcząc wspomnienia
gaszą pigmenty dnia



Oni nie płaczą
szarym dniem budzi smutek
zasnuwa kontury zegara
cicho się wdziera w świadomość

już śpią motyle
kształtem obumarłych liści
tożsamości opuściły granice
pełni ideałów i krótkich marzeń

wiatr ich poniósł zbyt daleko
do Władcy bezkresnej dali

w starych alejach drzew
kamienie historią zgrzytają
zapadając się pod ziemię

nie rozgrzeję znicza płomieniem
zimnych grobów pamięci
słonym deszczem nie wskrzeszę

w serca żywych ból i rozpacz
wplata cierniowy wieniec
kto utuli me zwątpienie
w nieznanej drodze ku wieczności



Znaczenie bytu
zrodzona o świcie
idę drogą
po złote runo

strzegąc
serca oschłości
dumy niepotrzebnej

nagradzana
chłostą śmiechu
przebaczam

do miasta popiołów
aż kornik
napisze życiorys


W poczuciu istnienia
jak ziarenka piasku na wietrze
walczące o przetrwanie

podlegające regułom fizycznym
z prawem bytu w zamęcie życia

osnuci cieniem
nieodwołalnej smierci

płyniemy ze światem
niezmierzonego kosmosu

wszyscy według swych zadań i celów
mają miejsce w pięknie wszechswiata



Solą życia miłość
w półmroku
czas wolno płynął

nie wstydzili się wielkich słów
każdy gest znajomy

jej twarz nie zbrzydła od płaczu
promieniała w blasku świec

w spojrzeniach malachitu
oplatał drżącą ramionami

odchylając wulkaniczne włosy
całował czule

stęsknieni udręczeni i kochający
byli tacy młodzi

do świtu
szczęściu nic nie zagrażało

odchodząc w pośpiechu
zostwił wspomnienia i telefon głuchy

znów im siebie ubywa
gdy słowa milkną serce umiera



* * * *





Kontak z autorem: nitka_2@wp.pl