intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki


TRASA: Ustroń Zdrój - Mała Czantoria - Tuł - Goleszów


(44kB) Włóczęgę tę odbyłem z Kasią (Zielonooką) w pierwszej bardzo upalnej połowie września 2005, kiedy to dzieci zniecierpliwione, nerwowo nasłuchiwały w ławkach szkolnych końcowych dzwonków a studenci rozkoszowali się wspaniała pogodą babiego lata.
Rozpoczęliśmy ze stacji kolejowej w spokojnym o tej porze roku już Ustroniu Zdroju. Mijając postój taksówek - eh, myśli niesforne każące skorzystać z ich usług! - ruszyliśmy, pieszo jednak wciąż, za znakami żółtymi do samego centrum Ustronia Zdroju.

(44kB) Stąd szlak wiódł nas zawile kilkanaście minut po asfaltowych, wąziutkich dróżkach usadowionych między domkami z malowniczymi ogrodami i sklepikami, po których przechadzają się leniwie pensjonariusze pobliskich, licznych ośrodków wypoczynkowych, by w końcu gwałtownie mostkiem zboczyć w prawo na kolejną wyasfaltowaną ścieżkę.
Tak dotarliśmy do drogi nieco bardziej stromej i szerszej, tym razem żwirowej, która doprowadziła nas do ustronnej polanki, zaadoptowanej do służenia odpoczynkiem i schronieniem wycieńczonym piechurom.

(44kB) Na polance znajduje się drewniany, stylowy dach z ławkami, który to w zeszłym roku uratowała nam życie podczas ulewnego deszczu. Znajdziemy tu również tablice informacyjną Nadleśnictwa Ustroń, z której to dowiemy się o rodzajach zwierząt i roślin chronionych występujących w leśnictwie Czantoria, m.in. wymieniono tutaj paprociopodobny Podbrzeń żebrowiec czy prześliczną i orginalną Naparstnicę purpurową jak również chyże jak wiatr jelenie, sarny (które niedaleko stąd mieliśmy okazję spotkać) czy okryte złą sławą lisy.
Stąd ruszyliśmy wartko dalej w około godzinną, dość wyczerpującą drogę stromą, leśną ścieżką na polanę Małej Czantorii.
Tuż przed szczytem nasz szlak żółty spotkał się, wymieniając górskie, żarliwe uściski ze szlakiem czarnym idącym z Tułu, którym i my mieliśmy po krótkim odpoczynku na szczycie czantoryjskim podążyć.

(44kB) Mała Czantoria (864 m. n. p. m.) przywitała nas porywistym wiatrem i chmurnociemnym niebem, nasz zachwyt nim jednak oraz widokami jakie rozpościerają się z tego miejsca na Równice oraz Wiślańskie okolice udobruchał je widocznie nieco, bo po krótkim czasie spoza chmur wyłonił się wciąż jeszcze nieśmiały uśmiech słońca. Uśmiech, który z krótkimi przerwami miał nam już towarzyszyć do samego końca włóczęgi.

(44kB) Po blisko godzinnym odpoczynku ruszyliśmy za szlakiem czarnym w grubo ponad godzinną drogę do schroniska na Tule.
Trasa początkowo biegła po lesistej, nieprzyjemnej, bardzo stromej i kamienistej drodze, po czym napotyka po jakimś czasie na informację o znajdującym się nieopodal pomniku ofiar wojny. Zboczyliśmy więc z trasy wiedzeni po trochu ciekawością i patriotycznym uniesieniem, by ów pomnik zobaczyć.
Ten zaś znajdował się niecałe dziesięć minut stamtąd w zacisznej, zielonej ostoi sprzyjającej zadumie nad tym co ważne i wciąż potrzebne, by w beznadziei rzeczywistości znaleźć siły na wierność krajowi.

(44kB) Wróciliśmy na szlak i poczłapaliśmy dalej. A dalej było już tylko lepiej i bardziej urokliwie, bowiem po kilkunastominutowym marszu wyszliśmy na asfaltową, spokojną drogę, która dalej prowadziła nas w przepięknej urody widokach pomiędzy zielonymi łąkami z pasącymi się dostojnie krowami, uprawnymi polami i uśpionymi zabudowaniami wiejskimi.
Miejsce to było iście edenne w swej harmonii, pięknie i jakiejś wewnętrznej magii, którą nie sposób opisać słowem.

(44kB) W końcu dotarliśmy do dość brzydkiego, mimo, że dopiero co odnowionego schroniska na Tułe (621 m. n. p. m), gdzie nie zabawiliśmy jednak zbyt długo ze względu na małe opóźnienia w stosunku co do pierwotnego planu, poczynionego na sucho, dnia poprzedniego nad mapami. Trzeba jednak w tym miejscu zaznaczyc, iż Tuł jest jednak zajmowane przez cisy i z tego względu stał się rezerwatem przyrody (niestety zamkniętym dla zwiedzających...)

(44kB) Tak więc ruszyliśmy bez ociągania się dalej, ku celowi, początkowo drogą ładną, kamienistą w lesie, usypiającą czujność piechura co do jej nagłej, można rzec - dramatycznej metamorfozy.
Gehenna rozpoczyna się od goleszowskiej cementowni, która rozpoczyna pylistą drogę przez mękę do Ustronia. Na szczęście jednak po niedługim czasie szlak zbaczał niespodziewanie i stromo w prawo do lasu na Jasieniowej.

(44kB) Trawersując jej zboczem szlak wiódł nas długo i żmudnie do przepięknego miejsca jakim był z całą pewnością niezwykle urokliwy i klimatyczny staw po starym wyrobisku kamieniołomu w Goleszowie.
Tutaj zapomnieliśmy się na chwil parę, jak się okazało później o parę chwil za długo, bowiem resztę trasy prowadzącej przez centrum Goleszowa do jego najdalszych peryferii musieliśmy pokonać truchtem, by zdążyć na nasz pociąg.
Udało się jednak i dane nam było zgodnie z wcześniejszym planem odjechać choć w stronę domu, do Katowic...