intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki


TRASA: Ustroń Zdrój - Mała Czantoria - Wielka Czantoria - Ustroń Polana.

Trasę tę przebyłem wraz z Kasią na inaugurację sezonu 2004. Trasa jest dość przyjemna, nietrudna i widokowa, aczkolwiek - szczególnie w weekendy - mocno zaludniona.

Zaraz po przyjeździe do Ustronia Zdroju poranne marzenia o słonecznej pogodzie rozmoczyły pierwsze delikatne jeszcze krople deszczu, pociekłe z ciemno sinego nieba. To nic jednak, jeśli chce się przeżyc coś ciekawego. Lub jesli chce się przeżyc wogóle... Podjęlismy więc deszczowy trud wędrówki szlakiem żoltym, smagani deszczu strugami za znakami żółtymi poczłapalismy w 2,5 godzinna wędówke na Małą Czantorię.
Droga początkowo wiodła nas przez centrum Ustronia, poźniej wąskimi, lecz wygodnymi sciezkami obok osiedli mieszkalnych, takby ostatecznie poprowadzić nas łagodnym zboczem Małej Czantori.



Przemoknięta lecz dzielna Kasia na drodze na szczyt... Małej Czantorii

Po kilku kwadransach marszu napotkaliśmy na ustronną polanę, która swobodnie może slużyć za pole namiotowe, na owej polania była zresztą ławeczki oraz stylowe, obszerne zadasznienie, z którego też skożystaliśmy skrywając swe przeniczone jestestwa.
Czas nas jednak zaczął naglić a deszcz jakby ustępował miejsca słońcu, ruszyliśmy więc w dalszą wóczęgę. Od tego miesca trasa prowadziła przez las raz to pod stromą góre raz dając odetchnąć po nieco rowniejszym terenie. Idąc tak doszliśmy do skrzyżowania szlaku żółtegoz czarnym a stąd już do szczytu Małej Czantorii 5 minut.
Nie zabawilismy tu długo, bowiem pogoda nie pozwoliła nam się nacieszyć naszym pobytem na Czantorii a i widoczność była bardzo zła, zminiło się to jednak nieco kiedy zaczynalismy podejście na siostrę Malej Czantorii, gdyż deszcz ustał a spoza ciemnych chmur iskrzyć zaczęła usmiechnieta twarz słońca.
Nieco w oddali od wieszchołka Małej Czantorii znajduje się klimatyczną chatkę zowiąca się - Koliba Rancho, gdzie przemoczeni spałaszowaliśmy nasz wikt z trudem niesiony w plecaku i uraczyliśmy swe gardziele wyschnięte miejscową, "góralską" herbatką.
Po kilkunastu minutach ruszylismy w godzinna wędrówkę za znakmi czarnymi pod skrzętną opieką deszczowych chmur, dalej, ku większej z sióstr Czantorii.
Będąc już na miejscu zasiedliśmy jeszcze na chwil pare, by się osuszyc, na tyle na ile było to mozliwe, i przeczekać wściekle padajacy deszcz. Kiedy ten po kilkunastu minutach nieco osłabł podjęliśy wędrówkę szlakiem czerwonym, prowadzącym poczakwo lesną, kamienistą drogą do stacji kolejki linowej.



Zakapturzony 2em przy wyciagu na Wielkiej Czantorii.

Następnie, po zaczerpnieciu głebszego, chłodnego oddechu bardzo stromym zboczem zbieglismy niemal leną dróżką, a potem już szeroką polaną aż do samego Ustronia Polany, gdzie to z powodu niekorzystnego dla nas układu pociągów do Katowic zabawilismy kilka godzin, już jednak na szczęście w promieniach ostrego słońca nad malowniczym brzegiem Wisły.