intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki

Węgierska Górka - Rysianka - Hala Miziowa - Pilsko - Hala Mędralowa - Markowe Szczawiny - Babia Góra - Przełęcz krowiarki - Zawoja Policzne

Trasa, o której tutaj teraz przeczytasz, jest zaledwie częścią tygodniowej wyprawy nazwanej przez jej uczestników "Red Track Expedition". Wiodła ona Głównym Szlakiem Beskidzkim poprzez Beskid Śląski i Beskid Żywiecki. Rozpoczynała się w Ustroniu i ciągnęła się przez Równicę, Wielką Czantorię, Stożek, Baranią Górę, Pilsko i Babią aż po Zawoję.
Odbył ją autor niniejszego serwisu wraz z przyjacielem swym, klerykiem Adamem, latem 2006.
A było to tak, posłuchajcie...

Do Węgierskiej Górki dotarlismy mając już za sobą trzy dni marszu z plecakami Beskidem Śląskim, więc zarówno zmęczenie jak i rzęsiście padający tego dnia deszcz dały nam się srogo we znaki. Na obrzeżach Węgierskiej Górki - miasteczku dość gwarnym, otoczonym górskimi szczytami - znaleźlismy sobie w jednym z licznych tutaj pensjonatów cichutkie i tanie lokum, umożliwiające nam zregenerowanie mocno już nadszarpniętych sił przed kolejnym dniem siedmiogodzinnego marszu.
Wyruszliśmy jak zwykle wcześnie rano pośród delikatnej woalki mgły i kropel rosy. Czerwony szlak wiedzie około pięć godzin od centrum asfaltowa drogą przez Żabnicę, by skręcić nagle w lewo (tutaj można podjechać troszkę PKS-em) na cichuteńki Abrahamów, później Słowiankę i w końcu dotrzeć do Hali Rysianki (1322 m n.p.m.). Stąd po odpoczynku wyruszyliśmy dalej na 2,5 godzinną wędrówkę ku Hali Miziowej, naszemu celowi w tym dniu. Ten odcinek jest stosunkowo nieuciążliwy, przynajmniej aż do podnóży samego Pilska, a więc przemierza się go naprawdę z dużą przyjemnością.
W końcu dotarliśmy do celu, gdzie wiedzeni instynktem (wszak, nigdzie nie ma żadnej informacji o noclegach) znaleźliśmy tani pokój w przyschroniskowej, bardzo kameralnej i sympatycznej GOPRówce.
Tego samego dnia jeszcze chcieliśmy wejść na Pilsko (1557 m n.p.m.), które nie leży właściwie na Głównym Szlaku Beskidzkim, tak by rano już następnego dnia skupić się tylko na nastepnym etapie szlaku czerwonego.
Tak więc zostawiwszy ekwipunek w Goprówce i ruszyliśmy żółtym (trudniejszym paradoksalnie!) szlakiem na szczyt Pilska. Trasa wiodła nas dość stromo, najpierw bardzo wąską i stosunkowo niebezpieczną leśną, umieszczoną nad stromizną ścierzyną, później zaś kamienistymi, stromymi "schodami" w piętro kosodrzewiny. Od tego momentu towarzyszyły nam już cudowne widoki z wielką panią beskidu - Babią Górą w tle.
Na poslkim szczycie pokrytym kamieniami spotykają się rozmaite plansze polskie i słowackie, jest tu stosunkowo tłoczno i gwarno. Prawdziwy szczyt Pilska jednak znajduje się kilkaście mienut dalej po słowackiej stronie, gdzie ludzi mniej a i widoki niecodzienne na orawskie klimaty. Znajduje się tu też krzyż ustawiony przez mieszkańców orawskiej wsi Mutne (Słowacja). Pod szczytem, na północno- wschodnim zboczu przy żółtym szlaku, znajduje się krzyż upamiętniający jedną z pierwszych ofiar kampanii wrześniowej.
Przyszedł jednak w końcu czas, by schodzić na Halę Miziową na zasłużony nocleg. Na drogę powrotną wybraliśmy jednak szlak koloru czarnego, obfitujący w niesamowite widoki i o nieco mniejszym jakby stopniu trudności, aniżeli ten, którym wchodzilismy - żółty.
Poranek następnego dnia powitał nas piękną pogodą i widokiem, tej Pani-Nad-Paniami: Babiej Góry majączącej w tle a u sto, której mieliśmy być jeszcze tego samego dnia!
Sam dzień zaś miał być dniem najtrudniejszym podczas całej tygodniowej naszej wędrówki, o tym jednak mieliśmy się przekonać dopiero po przejściu zaplanowanej trasy.
Tak więc wyruszyliśmy w nieco ponad 8 godzinną drogę do ostatecznego celu ekspedycji. Początkowo trakt wiedzie lasem, stromo w dół na przełęcz Glinne w Korbielowie, gdzie to jest przejście graniczne ze Słowacją. Stąd droga prowadzi nieco asfaltem, by po chwili skręcić w las i znów nabierać nagle wysokości i tak aż do polany Student, skąd czekała na nas trudna droga o bardzo dużym zróznicowaniu wysokości, co wiązało się ze stromym podejściem i zaraz potym stromym zejściem, które to powtarzały się w uciążliwym kieracie poprzez Głuchaczki, gdzie znajduje się akademicka baza namiotowa, aż do granicznej hali ze słowacją - Mędralowej (1169 m n.p.m.), skąd roztacza się piękny widok na Jałowiec i Beskid Mały.
Czas i pogoda nas nagliły, wszak niebo stawało się coraz ciemniejsze, wieszcząc niebawem deszcz. Z Mędralowej czekało nas kolejne potężne zejście kończące się u stop samej Babiej Góry, gdzie w szpony swe dopadł nas deszcz. Tutaj również spotkała nas niemiła niespodzanka w postaci tablicy, mówiącej o zamknięciu czerwonego szlaku w kierunku schroniska na Markowych Szczawinach spowodu bliżej niesprecyzowanego śmiertelnego niebezpieczeństwa. Alternatywą była około 3 godzinna wędrówka innym szlakiem przez Małą Babią Górę.
My po krótkiej konsternacji postanowiliśmy jednak - czego bynajmniej nie polecam i do czego bynajmniej nie zachęcam! - sprawdzić czy owe niebezpieczeństwo jest rzeczywiście śmiertelne...
Po kilkunastu minutach szybkiego marszu w strugach deszczu dotarliśmy do bardzo stromego usypiska, które jednak pokonalismy bez większych problemów, dla osób mniej doświadczonych jednak mogło by ono stanowić niemały problem...
Po chwili znaleźliśmy się pod schroniskiem na dość tłocznych mimo pogody Markowych Szczawinach.
Tutaj znów udało nam się stosunkowo tanio wynając pokój w znajdującej się kilka metrów od samego schroniska GOPRówce. Reasumując jednak przyznać trzeba, że ten fragment naszej włóczęgi był nie dość, że bardzo długi bo ponad ośmiogodzinny to jeszcze wiązał się z bardzo dużą różnicą wzniesień, co w perspektywie ciężkich plecaków i wielodniowej człapaniny miało niebagatelne znaczenie.
I znów nastał poranek, dzień według zapowiedzi służb meteo miał być słoneczny i ciepły, co rokowało dobrą widocznośc na kaprysnej z natury Perle Beskidów. Ruszyliśmy wartko w nieco ponad godzinny bój. Początkowo trasa prowadziła nas łagodnie po kamiennej drodze w leśnej głuszy. Następnie nieco zaczęła się piąć, wkraczając w piętro kosodrzewiny, gdzie można już obserwować piekną panoramę na Zawoję, po przeciwnej stronie majączące w oddali kontury Tatr, smukłą Małą Biabią, ale i raz po raz odłsaniany przez chmury Diablak (1725 m n.p.m.) - szczyt Babiej Góry.
Ostatni fragment kiedy to idzie się już samym grzbietem zapiera dech w piersiach, uczucie niesamowitości sytuacji wzmaga przesuwająca się mgła zasłaniająca co chwila inne fragmenty otoczenia. Wszystko to dane nam było dzieki bardzo wczesnej porze oglądać samotnie, co jest tu swoistą rzadkością, bowiem szczyt zalewany jest wręcz masą turystów przybywających z parkingu od strony Krowiarek.
W końcu dotarliśmy na szczyt, na osamotnioną kopułe Beskidów, do ostatecznego celu naszej wielodniowej ekspedycji, do Babiej Góry, by złożyć jej swoisty hołd naszego potu i bólu, by rozkochać się w niej cudownie i czysto. Tego co czuje się w takich momentach niełatwo opisać, a może i niemożliwością to jest, więc zawieszając ciszę na haku ciekawości i zapraszam cię, byś przybył tu kiedyś i doświadczył tego miejsca, tej miłości sam.
Po odpoczynku i wykonaniu kilku telefonów do naszych najbliższych, udaliśmy się w dalszą trasę w stronę Przełęczy Krowiarki. Fragment ten był stosunkowo mało atrakcyjny, bowiem z przecinej strony począł na nas napierać tłum wycieczek autokarowo - samochodowych mącąc ciszę i klimat tego miejsca. Po dwóch godzinach zeszliśmy na obszerny parking, skąd bez zbędengo marudzenia poszliśmy dalej drogą asfaltową na przystanek do Zawoi Policzne.
Nie minęło jednak kilka chwil a obok naszej, mocno już zmęczonej i zabiedzonej dwójki zatrzymał się wóz z drewnem, a na nim nieco podchmielony, tryskający wesołością góral zapraszający nas na swój wóz. Oczywiście, nie zastanawiając się długo radzi skorzystaliśmy z jego propozycji i w wesołej admosferze opowieści górala dojechaliśmy do samej Zawoi Policzne, gdzie czekał już na nas PKS do domu, do Katowic.

Podczas naszej tygodniowej wędróki, tułączki dwóch wagabundów otrzymaliśmy od Boga, matki natury i ludzi, bardzo dużo dobrego, za co w tym miejscu z serca pragniemy podziękować.