|
TRASA: Komańcza (PKP) - Komańcza - Letnisko - Prełuki - Duszatyn - Jeziorka Duszatyńskie (Rezerwat Zwięzło) - Duszatyn - Prełuki - Komańcza - Letnisko - Komańcza (PKP).
Komańcza tj. gdzieś pomiędzy Beskidem Niskim a Bieszczadami...i ranek spokojny, po spokojnej nocy.
Cel wyprawy to Jeziorka Duszatyńskie - twór przedziwny i tajemny. Nauka jednak burzy piękny mit, bowiem uznaje, iż trzy jeziora powstał w roku pańskim 1907 na wskutek zatamowania odpływu potoku Olchowatego (dopływ Osławy) przez masy ziemi i skał, które osunęły się po ulewnych deszczach ze zbocza góry.
Tak więc Komańcza była. Spod kościołka katolickiego w Komańczy do celu za znakami czerwonymi to około 4 godziny marszu. A więc w drogę się szło, ruszyło ciekawie.
Początkowo skrajem Komanczy - Letnisko, przez most i w bok w gęsty, niegroźy las, urokliwą ścierzką poprzecinaną mokrymi koleinami.
Później strome zejście na Prełuki, tam magicznie i cicho - zarośnięta stacyjka, zaledwie garść chacinek, tory dawnej wąskotorowej kolei mające swój kres pod szutrową drogą.
I dalej szeroką drogą wzdłóż rzeki Osława. Tutaj już ludzi niewielu i Rezerwat Przyrody Przemołom Osławy nad Duszatynem. I piękność szerokiej, przestronnej rzeki. Spod tafli wymierzone w niebo łupki.
I w końcu Duszatyn cichy, spokojny, tajemniczy - pole namiotowe z barem. Jakże trudno uwierzyć, że w roku 1898 wieś ta liczyła 179 mieszkańców oraz 25 domów. Jakże trudno...
Później szło się iściem swoim coraz bardziej chwiejnym, bo zmęczonym znów szeroko, tym razem pośród siekierezady wielkiej, znaczy się cięcia i bicia pni i palców. W końcu szlakiem równolegle do szutrowego traktu, przez las, w górę dół, zgięci w pół. Dość długo się szło pośród niesamowitej buczyny. I zjawiło się w końcu jak mara senna wśród mgieł i chmur w Rezerwacie Zwięzło, którego Jeziorka Duszatyńskie stanowią zasadniczą część, najpierwszą atrakcję.
Pamięta się teraz, że ciemno było, ciemno i głucho, dwudusznie tak jak i dwudusznie się tu pięknie dotarło. Znmaczy się nikogo oprócz. Zielona woda była, mroczna, z jej toni jak strachy sterczą korzenie i umarłe kikuty drzew. Ale i mostek jasny był, jakgyby na świadectwo, zrównoważenia sił ciemności z siłami jasności i ich bytności w świecie, tym bieszczadzkim tajemnym świecie.
Spowrotem ruszyło w końcu się. Tym samym traktem, teraz jednak w gasnącym dniu. Kto wie czy od coraz gęstrzych burzowych chmur czy też późnej pory lipcowego, cudownego dnia.
|