|
|
|
Mój 24 grudnia.
Jutro wielki dzień - Wigilia. Tylko dlaczego wielki? Wigilia przed Bożym Narodzeniem......wiem! To jakby trochę Urodziny Boga, Urodziny Jezusa.....czy Bóg też potrzebuje urodzin? - rozmyślał człowiek zagubiony w świątecznej bieganinie. Tylko urodziny bez prezentu? Dam Mu prezent, tylko co...hm a .....niech będą te ciepłe buty, co je dostałem rok temu od wujka Franka, wstrętny kolor, ale Bogu może się spodobać i......tą czapkę i szalik robiony na drutach przez ciocię Celinkę. Kto wymyślił coś takiego jak szalik? Pfeee .
Nie trudno było przedrzeć się przez dom pełen ludzi niezauważonym i wziąć na drogę chleb, termos z herbatą i plecak siostry. Zawsze chciałem go mieć, pożyczam w dobrej intencji.
Przez zaśnieżony świat szedł człowiek szukający Boga. Małe śnieżynki lądowały na jego zatroskanym czole jak lądują różne, dziwne, mniej lub bardziej użyteczne produkty w koszyku, w jednym z wielkich sklepów. Brrr, dobrze, że wyrwałem się na te święta, chociaż szkoda mi tej kapusty z grochem, bo święta to kojarzą mi się właśnie z kapustą z grochem..... Tak z kapustą. No tak, ale w tej kolejce stał nie będę! Na pewno nie znajdę Cię na półce sklepowej obok bakalii i proszku do pieczenia. Wieczór był chłodny. Poszukujący znalazł skrawek suchego miejsca w opuszczonym domu. Wyjął okruchy chleba z plecaka bardziej mu teraz bliskie niż świąteczny karp w rodzinnej wannie, czy odgłos odkurzacza. Z plecaka wyleciała mała książeczka. Kurcze to Anki oddam jak wrócę. Zaczął czytać nie mając nic innego do roboty:
" Skazałbyś Mnie w pewnym sensie na śmierć gdyby gmatwanina myśli ziemskich w twoim umyśle zaciemniała myśl o Mnie.."- ...hmm jakaś książka o religii ? Nie wiedziałem, że Anka coś takiego czyta, no ale to byłby wstyd, gdyby się przyznała. Pamiętasz ludzi z supermarketu Boże? Więc Jesteś skazany na śmierć. Jak ja Cię teraz znajdę? Ale do domu nie wracam...dobranoc.
- A ja dostanę od Mikołaja takiego czerwonego mercedesa, jakiego ma wujek Heniek.
- A ja napisałem, że chcę komórkę! Też mi przyniesie.
- Nie przyniesie, kłamiesz! Komórka jest droga, w tamtym roku przyniósł Ci tylko skarpetki.
- Nie przyniósł, bo mój list nie doszedł! Teraz nakleiłem dwa znaczki.
- Głupek!! Nie przyniesie ci, Mikołaj nie jest milionerem! Zresztą nie byłeś grzeczny ciągle się ze mną kłócisz!
- Sam się kłócisz ty mały...
Mały dostał pod oko złością zaciśniętą w pięść. Na bladej twarzyczce odmalował się piękny, jakby świąteczny wzorek...tzw. "limo".
Oooo, drugi też zarobił. Te święta " odmalowały się " na długo w ich pamięciach. Ten widok był pierwszym obrazem jaki zobaczył człowiek zaraz po przebudzeniu się i początkiem stał się tego pięknego dnia WIGILII. Zanucił cicho.
Szedł przed siebie. Był piękny poranek, niebo pachniało błękitem, a wiatr rozwiewał nadzieję. Usiadł pod drzewem, wyjął książkę, przeczytał kilka wersów w ramach odpoczynku, zamiast poszukiwań ( bo wszystko winno być poszukiwaniem ). " Bądź moim uśmiechem dla wszystkich...". Usłyszał odgłos dzwona kościelnego. Grupa ludzi ubranych jak bałwanki, kobiety w futrach, kiwające się to w jedną, to w drugą stronę na cieniutkich, bocianich nóżkach spieszyli na mszę. Może tam Cię znajdę, czemu o tym od razu nie pomyślałem! Nie znalazł już miejsca w ławce. Ksiądz wygłosił kazanie, chyba bał się, że mu karp ucieknie z talerza. Aby dziś ludzie słuchali kazania, musi kaznodzieja bardzo się napracować, a tak msza jest tylko kolejną rewią mody i nieumiejętną modlitwą! Człowiek wolał przeczytać kolejny wers małej, żółtej książeczki, towarzyszki jego poszukiwań. " Śpiewaj swą wdzięczność ". Nie śpiewali. Ich smutne twarzy były pozbawione najmniejszej rysy wdzięczności. Jakie to smutne, tu Cię nie znajdę! " Miłość czyni wszystko łatwiejszym "- dokończył.
Oni chyba Cię nie kochają, a ja?, czy ja Cię w ogóle znam, skoro nie wiem gdzie Cię szukać? Chcę Cię poznać!
Wyszedł z kościoła i usłyszał głośną rozmowę, jaka toczyła się w grupie młodzieży. Ucieszył się gdy usłyszał imię Jezus. Przystanął i wsłuchał się w chodnikową debatę :
- Ja myślę, że ta cała sprawa z niepokalanym poczęciem Marii to bujda. Jak mogła urodzić dziecko i być dziewicą, w ogóle to żadna przyjemność!- powiedziała nastolatka o mocno podkreślonych oczach grubą kredką w kolorze zielonym.
- No właśnie! A ten Józef? Myślę, że to on był przyczyną tej ciąży! - powiedział zuchwale wysoki chłopak.
" Pojęcia, myśli ludzi są krótkowzroczne, a sądzą mnie według nich " - przeczytał parę godzin później. Wigilia, gdzie ja ją spędzę. Wigilia na Twoją część, a Ciebie tu nie ma Boże. Przeszukałem całą okolicę, w ludzkich sercach szukałem, między półkami supermarketu, wokół których gromadzą się tak licznie ludzie. Tam też Cię nie ma. W kościele, gdzie o Tobie się głosi nawet często nie ma Ciebie, bo nie przychodzą tam do Ciebie Panie. W moim sercu nie mogę Cię odnaleźć. " Kochaj mnie jak potrafisz, ja uzupełnię " - mówisz w tej małej książeczce. Dobrze spróbuje, tylko
" musisz mi pomóc swoją miłością....". Zamierzał człowiek tą wigilię spędzić w rodzinnym gronie. Zapukał do pierwszych drzwi.
" Oto stoję u drzwi i kołaczę " - przypomniałem sobie te słowa. Mała dziewczynka ubrana odświętnie otworzyła mu drzwi.
- Mamusiu to ten gość na którego czekamy.
- Oleńko chodź do stołu, nie wygłup....A dzień dobry...A.......hmmm.....to....eh.....może pan ewentualnie wejdzie.
Ewentualnie wszedł człowiek i zasiadł przy stole, ah cóż to był za stół i cóż to za potrawy. Podano pierwsze danie, później drugie, otworzono prezenty, urocze, kolorowe. - pomyślał człowiek, kiedy później przypominał sobie ten dzień i przełamanie opłatkiem.
- Jak ja tego nie znoszę- przecedził przez zęby starszy brat Oleńki. Ojciec podszedł do tego z bardziej formalnej strony.
- Życzę Ci synu- zabrzmiało oficjalnie-żebyś w końcu zdał ta szkołę, znalazł OPŁACALŃĄ pracę, no i zdał prawo jazdy, to najważniejsze. Do Oleńki powiedział mniej pewnie:
- Życzę Ci, żeby Mikołaj wysłuchał Twojej prośby, i....i.....żebyś była grzeczna dla mamy. - tyle udało mu się sklecić w tej może zbyt logicznej, matematycznej głowie rodzicielskiej.
- Życzę Wam, abyście się kochali - odparł człowiek i ruszył do wyjścia. Domownicy popatrzyli na siebie ze dziwieniem. Nie wiedzieli o czym mówił. Człowiek mówił o miłości, lecz jego wiara rozsypała się tego dnia jak szkiełko mędrca na tysiąc kawałków, a każdy z tych kawałków znowu na tysiąc. Nie znalazł Boga?
" Słuchaj mnie uważnie, nie tylko słowami można innym dobrze czynić, nawet jedno spojrzenie przenika duszę i wzrusza ją ". Wystarczyłoby tylko spojrzenie, nawet tego nie znalazł w tym zgiełku świata.
" Czy sądzisz, że milczę wobec tych, którzy starają się ze mną rozmawiać? Rozmawiaj ze mną " Człowiek pomyślał o ludziach w kościele, którzy modlą się wyłącznie słowami " Ojcze Nasz " , bo tak trudno im o własne prosto z duszy.
" Twoja rozmowa ze mną? Małe, krótkie słowa pojmujesz? Mniej wysiłku, więcej miłości! "
" Gdy się gości w swoim salonie kogoś drogiego, nie podchodzi się do okna, aby przyglądać się przechodniom " -pomyślał.
" Pozbieram wszystkie, drobne chwile ofiarowane mi przez ciebie, aby z nich uczynić twoją wieczność " - nie ma wieczności zatem, jeśli nie zadbamy o chwilę!
"Weź swą duszę w dłonie i popatrz na miniony dzień, zważ na miłość, którą mi dałeś podczas tych godzin. Pamiętaj, będziemy sądzeni z miłości ".
Moja miłość, ona tak niewiele waży
" Tak bardzo lubię tę ufność moich małych dzieci i ich otwarte spojrzenie...żądam od ciebie ufności, aż do granic cudu ". Panie, żądasz od człowieka ufności dziecka, tak niewiele żądasz, a jest to o wiele więcej niż sam człowiek żąda od siebie. Porzucił prezent dla Boga człowiek w bramie przez którą wrócił do swojej codzienności, suchej rutyny mimowolności. Zdał sobie sprawę, że ów prezent dla Boga był tylko pretekstem ucieczki. W poszukiwanie własnej wiary nie włożył, a wiary ludzkiej szukał. O świcie cień jaki rzucała brama wzbogacił się o obecność żebraka. Piękny miał szalik i czapkę, i buty w pięknym kolorze. W ręku trzymał książeczkę i czytał: " To co masz do podarowania, zawsze jest komuś potrzebne, jeśli dajesz ufaj, że trafi do potrzebującego ", "...Tylko przez ręce drugiego człowieka możesz wręczyć Bogu podarek ". Człowiek podarował Bogu prezent, zbrakło mu tylko ufności. Może jeszcze kiedyś z nią wróci? Kto wie. A Ty? Czy dałeś prezent Bogu? Udało Ci się g o włożyć w same ręce Boga?
Coś pękło.
Coś pękło, obok niedzielnego chaosu małych ludzi, wtulonych w swoje mieszkania, jak w pierzynę, co stopy ogrzewa i zapobiega zimnu, a serca? Je też rozgrzeje?
Kładą termostat pod plecy zamiast wyjść do świata i ciepłem jego się ogrzać.
Coś pękło, może to ta żarówka w mieszkaniu starca, gasząc ostatnią iskrę nadziei ....starzec potrafił wpatrywać się w każdej odchodzącej z jego życia chwili w ową żarówkę, jak młodzi w to pudło z reklamami...zgasła nadzieja w jego oczach.
Brzdękło cichutko wśród mroku ulic niezauważalnie, znacząco, milcząco...pękło.
Butelka z mlekiem wypuszczona z pomarszczonych dłoni babci, które wyglądają jak mapa z nakreślonym starannie biegiem rzek, ileż to czasu...każda rzeka to długa chwila z życia.
Policzyłam moje, zaledwie dwie, a butelka tak samo wypada mi z rąk.
Mleku pozwoliła babcia w glebę wsiąknąć, jak nasionu-może obrodzi?
Torbę rozpiętą na ramionach jak krzyż powlokła dalej zostawiając stale jedną nogę z tyłu, jakby bojąc się zrobić krok w przód...Oby strach z oczu babci wylał się jak to mleko, ale wtedy może pozostałaby pusta jak ta butelka, cóż wypełniłoby miejsce po strachu...
Coś pękło, a może to szyba. Widzę teraz dokładnie rysę na szkle, jakby rysę w życiorysie małego chłopca... Nie tyle rysę w życiorysie co rysę w dzieciństwie. Kamień krzyczał szybując w przystrojone firanką okno, niebieskie od wieczornego seansu rodziców,
krzyczał:JESTEM TU SPÓJRZCIE, ZAUWAŻCIE!
Brzdęk odbił się od szyby, rozmył się w niedzielnym chaosie autostrad, utonął w brudnej rzece, nawet jego zwłok nie uniosła woda...nikt już się o nim nie dowie...
Pękł balonik, a miał fruwać pod niebem, trzymany zawsze na sznurku, jakaż to wolność, gdy ma się właściciela?
Uszło z niego powietrze dziurką mniejszą od tej z ukłucia szpilki-BUM- mała dziewczynka płacze.
Stoi ulica z krzywym trzepakiem. Biegają dzieci. Rodzice nosów swych, które lubią wtykać w życia innych, nie wynurzają poza własne drzwi. Samotny człowiek kuca w rogu, włóczęga szuka w śmietniku okrucha życia...Nikt z nich nie poda sobie dłoni, nie zostawi śladu na duszy drugiego. Przez ulicę przedzierają się krzyki z różnych światów. Światy te zawsze rozdzielnie TRWAJĄ, tylko trwają...nikt nie zauważy, że pękło.
Pękło wraz z butelką babci, z żarówką dziadka, jak jego marzenia, pękło wraz z szybą rodzinnego domu, jak balon wypuszczając powietrze wolności skondensowanej. Tak pękło serce człowieka. Nikt nie przyszedł, nie pogłaskał, nie ogrzał w dłoniach kawałka serca. Nikt nie zrobił tego również wcześniej......dlatego pękło. Słyszysz?
BUUUM.
* * * * *
|
|
|