intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki


Buszujący w zbożu - J. D. Salinger

(Salinger) Swoją opowieść po mych książkowych fascynacjach rozpocznę od dzieła, które jest szczególnie bliskie memu sercu, które to wręcz odcisnęło na mnie bardzo pozytywne piętno, powiedziałbym nawet, że wdarło się również w umysł, który w pewnym sensie nawet ukształtowało.

Mowa jest o amerykańskiej powieści z 1951 roku pt. Buszujący w zbożu J.D.Salinger'a. Jej głónym bohaterem jest szesnastoletni uczeń, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college'u i przez kilka dni "buszuje" w Nowym Jorku, gdzie czuje się samotnie, bo nikt go nie rozumie, bo wszyscy ludzie, ci których zna, których widzi, z którymi rozmawia, to kabotyni, którzy nie widzą sensu życia, nie wiadomo do czego dążą, są ślepi i nieczuli. Jedyne co gna go do przodu, co sprawia, że widzi sens w całym życia bezsensie to miłośc do swej małej siostrzyczki.
Myśle, że opowieść ta trafia do każdego dorastającego człowieka i sprawia, że zaczyna się on zastanawiać nad tym co go otacza, zaczyna pojmować świat i ludzi w nowych, powiedziałbym doskonalszych, kategoriach.
Tak więc, nawet jeśli twój światopogląd jest juz w znacznym stopniu ukształtowany gorąco polecam Ci tę książke. Polecam Ci zarazem spojrzeć na świat oczami kontestującego szesnastolatka...kto wie, może zobaczysz nimi coś nowego...
Na koniec pragnę przytoczyć jeszcze króciutki cytat, który obrazuje myśl przewodnią książki.

W innym oknie, niemal wprost nad numerem tego starszego pana, zobaczyłem parę: mężczyznę i kobietę, którzy na siebie wzajemnie prychali z ust wodą. Możliwe, że to nie była woda, ale whisky z wodą, nie wiem, co tam mieli w szklankach. W każdym razie, to on brał do ust łyk tego płynu i prychał na nią, to znów ona mu się odwzajemniała, i tak opluwali się po kolei, słowo daję. Żałuję żeście tej zabawy nie widzieli. Oboje zanosili sie nieustannie od śmiechu, jakby nikt w świecie nie mógł wymyślić lepszego dowcipu. Bez blagi, ten hotel roił się od zboczeńców. Byłem chyba w całym gmachu jedynym normalnym gościem - a to niezbyt dobrze świadczy o reszcie.


Wilk stepowy - Herman Hesse

Hesse Kolejną z książek, którą bardzo cenię jest "Wilk stepowy" niemieckiego noblisty i przeciwnieka wojen i militaryzmu Hermanna Hesse. Wilk stepowy Hessedo to opis losów człowieka, który to sam siebie tak właśnie nazywa - Wilk Stepowy - kroczący samotnie wśród dni. Sylwetka samego autora jest zdeformowana od ciężaru podobnego bagażu doświadczeń jaki nosi w sercu ów bohater, albowiem w duszy Wilka stepowego tysiąc dusz nieustannie przemieszcza się i wierci, dzieli ze sobą i na nowo jednoczy. Któż z nas tego nie zna z autopsji?
Harry to człowiek, który niegdyś był gotów do wielkich czynów, patosu, lecz świat nie oczekiwał tego od niego. Wilk stepowy zwyczajnie, biernie czekał, klnąc na ten sam świat, a przede wszystkim na siebie.
Wilk stepowy kpi z życia innych, z mieszczan, a z drugiej strony jednak ciągnie go do niego, gdyż sam był i właściwie jest elementem tego mieszczańskiego stylu życia, bowiem z niego właśnie wyrósł.
Głównym problemem bohatera jest tak na prawdę nieumiejętność życia i niezadowolenie z samego siebie. W jego duszy ścierają się wciąż dwaj śmiertelni wrogowie: wyobcowany i drapieżny Wilk stepowy, pragnący jednym ruchem zakończyć całą tę maskaradę życia i zagubiony Harry, który potrafi się dopasować do życia innych, nawet za cenę nauczenia się mieszczańskiego tańca, którym to wiecznie gardzi Wilk stepowy.
Bohater sublimuje powoli nieustanną chorobę swej duszy. Jego życie oparte jest na mechanizmie codzienności, który to nie sprawia mu przyjemności, np. .wizyty składane znajomym, którym towarzyszy wymuszona serdeczność połączona z grymasem duszy, prowadzone, irytujących go rozmów. Nienawidzi tego wszystkiego i jednocześnie nie potrafi się od tego uwolnić.

Sam autor we wstępie napisał :

Zrezygnowałem z maskarady i odsłoniłem się, aby móc pokazać scenerię książki, w rzeczywiście pełny i bezkompromisowy sposób, duszę człowieka uzdolnionego ponad przeciętność, którego doświadcza epoka, człowieka, który jednak wierzy w ponad czasowe wartości...
Nieco dalej dodaje:
Nie tworzę literatury, nie formuję wyznania, podobnie jak tonący, lub okrutny nie interesuje się swoją fryzurą, lub modulowaniem głosu, lecz po prostu KRZYCZY.. Myślę, że każdy któ tylko przeczyta tę książkę czuje z nią głęboką metafizyczną więź, albowiem każdy z nas ma w duszy własnego Wilka stepowego...

Autor: EmdoKa


Ulica marzycieli - Robert Wilson

Hesse Ulica marzycieli Robert McLiam Wilson to zasadniczo, cyniczna opowieść o miłości i przyjaźni w obrębie grupy mieszkańców stolicy Irlandi Północnej - Belfaście.
Tło tej opowieści, jak i innych Wilson'owskie książek, to tzw. "problem irlandzki", konflikt między protestantami, pragnącymi zachować związki z Wielką Brytania, a katolikami, domagającymi się przyłączenia kraju do Republiki Irlandzkiej. Pośród szarych ulic miasta i doniesieniach o kolejnych atakach bombowych jednej bądź drugiej strony konfliktu, rosną z pomiędzy betonowych płyt chodników betonowe róże miłości i obejmują swym pięknym blaskiem jej mieszkańców, a przede wszystkim Jake Jakson'a wyjątkowo bystrego i kochliwego politologa pracującego to w windykacji, to na budowie oraz blisko trzydziesto letniego, mieszkającego z matką Miśka Lurgan'a, który mimo dość wąskich horyzontów potrafi "cudownie" przekonywać ludzi, by zainwestowali w różne mniej lub bardziej podejrzane i bezsensowne przedsięwzięcia.
Książka ukazuje cały wachlarz rodzajów miłości od szalonej, subtelnej i delikatnej, poprzez zakasującą, przesiąknięta seksem i namiętnością po miłość homoseksualną.
Wszystko co ma strony dobre ma i złe. Myślę, że niektórzy zaliczą do nich niewybredny językiem jakim autor często tu i ówdzie się posługuje, czy też obcesowymi nawiązaniami do czynności seksualnych i im pochodnych. Niemniej jednak książka mnie się spodobała, na tyle, by ją tu umieścić i polecając wam jej przeczytanie.

Długo szukałem jakiegoś fragmentu, który odzwierciedlałby zarówno myśl przewodnią książki, bogactwo języka, jak i przewrotne poczucie humoru autora, myślę jednak, że mi się to udało.

Impreza trwała dalej w tym samym upiornym stylu. Jako następny wystąpił wieszcz Ghintoss. Czytał o żywopłotach, polnych drogach i bagnach. Cal po calu oddawał wiejską topografię. Przypominało to koszmarny sen geodety. W pewnej chwili uraczył nas zaskakującymi interludiami - poematem o tym jak zły protestant zamordował miłego katolika. W wierszu tym nie występowała ani jedna łopata i tylko jeden żywopłot. Do tego czasu wszakże zebranych opanował już taki sekciarski obłęd, że w zupełności wystarczyło by im, gdyby Ghintoss po prostu rytmicznie dłubał w nosie, przytupując do wtóru na melodie ludowa.


Fabula rasa - Edward Stachura

Stachura Długo zastawiałem się jaką książkę mego ukochanego autora - Edwarda Stachury tutaj, w tym o to miejscu skromnym na wskroś, przedstawić mam wam. Ostatecznie zadecydowałem, że na początek będzie to Fabula rasa, czyli twór niezwykły, enigmatyczny i filozoficzny, coś na kształt Dialogów platońskich w polskim wykonaniu.
Jak już wspomniałem książka ta jest jednym wielkim dialogiem złożonych z pytań ucznia (E.Stachury) i odpowiedzi mistrza (Człowieka - Nikt). Ich dyskurs dotyka niemalże każdego aspektu życia ludzkiego, to jest od aktu seksualnego, poprzez Kolor, Prawdę czy Fakt po Absolut i Wiarę.
Wiem, że wielu zrazi zawiłość dywagacji i języka tego działa, lecz wiem też, że wielu będzie nim urzeczonych jak i ja byłem i wciąż jestem.
Jedno jest pewne nie da się obok tej książki (lecz czy to jest tylko zwykła książka?) przejść obojetnie.

Na koniec pragnę zacytować Notę do czytelnika, która to oddaje jej charakter i styl w pełni swej i krasie,i która to w końcu rozpoczyna to niezwykłe działo, oto ona:

Ta książka nie jest do przeczytania. Tak książka jest do odkrycia. Co jest w tej książce do odkrycia? To miedzy innymi, ale przede wszystkim, że każda książka jest zawsze tylko książką, ze wszystkie słowa są tylko słowami, nigdy nie są tym co - z większym lub mniejszym popisem - usiłują opisać.
Ta książka jest opisem czegoś, co jest. To coś to nieśmiertelne żywe życie. Możesz to odkryć, jeżeli nie utkniesz na słowach, jeżeli nie zachłyśniesz się słowami, nie zadusisz słowami i nie spoczniesz na słowie jak w trumnie. Jeżeli zawieruszysz się dalej, poza słowo, poza grób.
Komu w drogę, temu teraz.



Dywan - Terry Pratchett

Pratchett Tym razem będzie nieco inaczej niż zazwyczaj, inaczej inną innością nawet, zgoła nie przystającą do mych inności. Przedstawiam wam książke niezwykłą, o ile o jakiejkolwiek książce kiedykolwiek rzec można było, że zwykła jest...
Jest to opowieść z gatunku fantasy, gatunku, którego już sama nazwa sprawiała, że wychodziłem z siebie, z biblioteki tudzież księgarni...tym razem było inaczej. Dlaczego? - można by w przenikliwości bezdennej zapytać. Ano odpowiedź jest dość prosta - bo nie jest to zwykła fantastyka a wspaniała opowieść przyprawiona, tym co lubie najbardziej, czyli szczyptą błyskotliwego, wartkiego i nie dla wszystkich uchwytnego humoru, w którym czai się pod płaszczykiem baśni czy irracji masa alegorii do tego, co w zwykłym życiu głupie i niedorzeczne.
Mowa jest o Dywanie Terrego Pratchett'a opowieści, jak pisze sam autor, napisanej przez dwóch autorów to jest: młodego, bo siedemnastolentniego Terrego oraz doświadczonego już, poczytnego autora bestsellerów tyle, że o 25 lat starszego, ta kompilacja dała opowieść przeciekawą, barwną i przezabawną równocześnie.
Treść można właścieiw nakreślić w kilku zdaniach, to jest: tytułowy Dywan to kraina, w której w mniejszej lub większej symbiozie mieszkają rozmaite szczepy i rasy, ich sieloankowy żywot jednak, przerywa Tąpnięcie. Jednym z plemion, które ucierpiało w jego efekcie byli Munrungowie czyli Ludzie, i równocześnie stąd tez wywodzą się główni bohaterowie opowieści (czyli: potęzny aczkolwiek głupkowaty wódz ludzi - Glurk, jego młodszy, bystry braciszekSnibril i przemądrzały filozof - Pismire) udający się na ratunek dywanowej krainie.

Jednym z moich ulubionych fragmentów (a jest ich w książce sporo) stał się ten oto fragment, gdzie udawadniana jest wyższość pieniądza w postaci monety nad pieniądzem w postaci krów czy świń:

(...)Dumi zbudowali bowiem Imperium za pomocą mieczy, a utrzymali je za sprawą pieniędzy, które wynaleźli. Poprzednio istniał handel wymienny, a potem pewna specyficzna forma gotówki - stanowiły ją krowy i świnie, raczej niewdzięczne jako środek płatniczy, bo nie dość, że trzeba je było karmić i chronić, to jeszcze miały głupi zwyczaj zdychać. W takiej sytuacji nagle zjawili się Dumii z drewnianymi krążkami łatwymi do trzymania czy ukrycia, a to w skarpecie, a to pod poduszką, co z krową czy świnią nigdy niekomu się nie udało. Poza tym krążki były ładne, lakierowane i miały z jedej strony wyrzeźbioną głowę cesarza, a z drugiej różne dziwne znaki, którym można się było długo przyglądać z przyjemnością albo zaciekawieniem. Znacznie dłużej niż krową czy świnią.


Niebieskie okulary - ks. Jan Twardowski

Stachura To jest właściwie tak, że wciąż coś piszę, to w pośpiechu na kolanie, to znów zgarbiony na tapczanie, to znów podczas jednej z wycieczek rowerowych na trawniku czy też w innych mniej lub bardziej niesamowitych miejscach i pozycjach ...efekty tego mojego pisania niemal w całości znaleźć można na tym oto tutaj Myśli Stosie.
W pewnym momencie jednak pisanie tylko CZEGOŚ przestaje wystarczyć, przestaje dawać satysfakcję i niezmąconą radość, w takich to właśnie razach zaczyna sie poszukiwać i porównywać do innych, by ostatecznie znaleźć swoje miejsce w lirycznej hierarchii...
Ja moje liryczne (ale i nie tylko) poszukiwania rozpocząłem od tomiku poezji księdza Jana Twardowskiego zatytułowanym: Niebieskie okulary.
Jest to zbiorek wydany w roku 1996 nijak jednak nie stracił na aktualności, wszak jak cała twórczość Twardowskiego jest w szerokim tego słowa znaczeniu uniwersalna i ponadczasowa dotykająca w szczególny sposób spraw związanych z wiarą, kościołem, przemijaniem oraz pełnieniem posługi kapłańskiej.
W tomiku znajdziemy takie znane i znakomite utwóry jak: Śpieszmy się, Pan Jezus niewierzących, Bliscy i oddaleni czy też bardzo osobiste Wyznanie. Bezsprzecznie myliłby się ten, kto stwierdziłby, że ksiądz Twardowski pisze tylko dla osób wierzących, myliłby się również niezaprzeczalnie ten kto powiedziałby, że ksiądz poprzez swoją twórczośc chce nachalnie nawracać innowierców i w końcu myliłby się ten kto stwierdziłby, iż poezja Tardowskiego jest zbyt enigmatyczna, niezrozumiała dla zwykłego zjadacza chleba. Albowiem jest to poezja dla wszystkich i myślę, że w związku z tym, każdego w jakiś spobób dotknie, wzbogaci i zachwyci, tak jak było to w moim przypadku.
Serdecznie zachęcam do odkrycia tego wspaniałego fenomenu jakim jest ksiądz Jan Twardowski.

Cały tomik obfituje w wiele znakomitych i poruszających utworów, mnie jednak w szczególny sposóm urzekł "Głodny", tak nie przystający do tych czasów, do tych strzelisych, bogatozdobionych świątyń.

GłODNY

Mój Bóg jest głodny
ma chude ciało i żebra
nie ma pieniędzy
wysokich katedr ze srebra

Nie pomagają mu
długie pieśni i świece
ma pierś zapadłą
nie chce lekarstwa w aptece

Bezradni
rząd ministrowie żandarmi
tylko miłością
mój Bóg się daje nakarmić



Ludzie i myszy - John Steinbeck

(3kB) Tym razem chciałbym Wam opowiedzieć o jednej z najlepszych powieści amerykaskiego Noblisty - Johna Steinbecka, pochodzacej z roku 1937, pt. "Myszy i ludzie".
Głównymi bohaterami opowieści jest para przyjaciół, najemnych robotników na ranchach: niski, przedsiębiorczy George Milton oraz "mało sprytny", zupełnie życiowo niezaradny, aczkolwiek wzbudzajacy u czytelnika sympaię osiłek Lennie Small. Ich wielkim marzeniem jest zgromadzenie gotówki na własne, niezależne rancho z królikami, koniczyną i brakiem jakiegokolwiek przymusu...
"Myszy i ludzie" Steinbeck'a to generalnie dość lekko napisana opowieść o marzeniach, o samotności, która każdy z bohateów przeżywa w trochę inny sposób. To historia tragicznej przyjaźni ponad wszystko i ponad wszystkich.
Mimo lekkości z jaką jest napisana książka, można z niej bez trudu wyłowić kilka uniwersalnych, mądrych perełek. A o to jedna z tych, które mnie osobiście najbardziej wdarły się w serce:

"Książki - to na nic się nie zda. Człowiek musi mieć kogoś ... Kogoś bliskiego. Wszystko jedno kogo, byle to był ktoś bliski. Mówię ci, człowiek zbyt samotny musi być chory".


Wszystko za życia - Jon Krakauer

(3kB) Powieść tę - a właściwie swoisty dokument - mimo, iż nie zachwyca akrobacjami językowymi czy niezwykłą konstrukcją przeczytałem jednym tchem. A czytać jest o czym. Oto bowiem młody, zdolny człowiek - Chris McCandless - porzuca wygodny, rodzinny dom, by wejść w alaskańską głuszę. Bez przygotowania, jedynie z głową pełną idei i marzeń o wolności i życiu zgodnie z rytmem natury.
Myślę, że to książka groźna, bo inspirująca dla młodych i zbuntowanych głów, ale z drugiej zaś strony, to swego rodzaju przestroga, dlatego właśnie warto ją czytać, warto się pochylić nad sobą i skonfrontować swoją postawę, filozofię życia z postawą i filozofią życia Chrisa.
Na koniec cytat z głównego bohatera, umieszczony na tekturce wetkniętej w wybite okno autobusu, w którym osamotniony, lecz szczęśliwy dokonał żywota:


Dwa lata wędruję po świecie. Żadnego telefonu, żadnego basenu, żadnych domowych zwierzaków, żadnych papierosów. Totalna wolność. Ekstremista. Esteta, podróżnik, którego domem jest droga. (...) Nie będzie już zatruwany przez cywilizację, od której ucieka; wchodzi samotnie w krainę, by zagubić się w dziczy.


Pasja życia - Irvinga Stone

(10kB) "Pasja życia" to nieco zbeletryzowana przez Irvinga Stone biografia Vincenta van Gogha. Autor przede wszystkim opierał się w konstruowaniu swej książki na setkach listów napisanych przez Vincenta do brata i przyjaciół.
"Pasja życia" to ten rodzaj opowieści, z którymi czytelnik się zaprzyjaźnia, z którymi spędza kilka upojnych wieczorów, do których tęskni i szczerze żałuje, gdy do jej ukończenia zostaje kilka pożółkłych kartek wieszczących nieunikniony koniec opowieści. Książka wciąga w odmęty swojej opowieści, urzeka jak impresjonizm kunsztem odmalowywanych chwil, pomimo, iż koniec jst zasadniczo ogólnie znany i smutny. Zachęcam Was do zaprzyjaźnienia się z "Pasją życia", do spojrzenia w głąb duszy człowieka niesamowitego - malarza Vincenta van Gogha.
Jako cytat wybrałem jedną z wypowiedzi van Gogha, która przemówiła do mnie w sposób szczególny, w sposób pełny w swej mądrości:

"Czy ktoś jest artystą dopiero wówczas, gdy jego obrazy są kupowane? Sądziłem zawsze, że artystą jest ten, kto wiecznie szuka i nigdy nie znajduje pełnej odpowiedzi. Kto jest przeciwieństwem tych, co wszystko wiedzą i mają na wszystko odpowiedź. Jeśli mówię: jestem artystą, to mam na myśli - szukam, dążę do czegoś, wkładam w to całe serce..."




Skutki uboczne - Woody Allen

(10kB) "Skutki uboczne" Woodiego Allena to zbiór opowiastek nafaszerownanych absurdalnym poczuciem humoru, nietuzinkową grą stylistyk i pomysłów - wszystko to może drażnić, może śmieszyć, ale nie można obok tego przejść obojętnie, ale pokolei, z wolna.

Allen w swej książce nie jest li tylko prześmiewcą, jest człowiekiem mocno rozeznanym w historii filozofii.
Mały okularnik w swych opowiadaniach zajmuje się śmiercią i chorobą, pyta o istotę doskonałości. Przede wszystkim jednak interesuje się relacjami na lini mężczyźni - kobiety, i związanych z nimi miłostkami, zauroczeniami, rozstaniami.
Swoje opowiastki buduje na zasadzie tornada, w któym stykają się tematy dla filozofii kluczowe, egzystencjonalne zgoła, zaduma nad współczenym światem z ironią, pozorną dziecinadą, niefrasobliwością, dla wielu nawet głupkowatością.
Poniżej przepisuję moje ulkubione fragmenty będące kwintesencją stylu całości.
"Ze wszystkich sławnych mężów, jacy kiedykolwiek żyli, najbardziej chciałbym być Sokratesem. Nie tlko dlatego, że był wielkim myślicielem, bo i ja znany jestem z tego, że mam parę głębokich myśli, nawet jeśli ręcą się one ciągle wokół pewnej szwedzkiej stewardessy i pary kajdanek.Nie, to co tego najmędrżego z Greków czyni tak atrakcyjnym dla mnie jest jego odwag w oliczu śmierci".

W żadnej jeszcze epoce człowiek nie czuł przy krojeniu kotleta cielęcego takiego strachu, że wyleci w powietrze. Przemoc rodzi przemoc i prognozy mówią, że około roku 1990 kidnapping będzie główną formą kontaktów społecznych.

"Benny!" "Benny!" Jakaś matka woła syna. Benny ma szesnaście lat, ale figuruje już w rejestrze. W wieku lat dwudziestu sześciu posadzą go na krześle alaktrycznym. W wieku trzydziestu sześciu powieszą go. Koło pięćdziesiątki będzie miał własną pralnie chemiczną. Teraz matka podaje śniadanie, a ponieważ są zbyt ubodzy , by świerze bułeczki, on smaruje marmoladą gazetę.