|
* * * *
Szamanka
cieniom każe moknąć
gdy spojrzenie niesie
między kroplą a kroplą
strzepuje pamięć
szczerząc zęby do swoich
urojeń
z włosa na włos przeskakując
potrząsa zmarszczoną piersią
dziwny taniec
dymu po wielkim pożarze
zapomnij miły
zamknęła okno
Kołysanka
przyszłam znikąd
opuszkiem gładzę krawędź
twego snu Spotkaj mnie
w drobince kurzu
pobuszujmy
garścią trójkątnych orzechów
spłoszmy bezpańskość ulic
albo
kochajmy się
po prostu na łące
pełnej makowców
zaszalejmy
przyśnijmy się komuś
Sukiennice
węchem wystawiam surowe
kierpców bursztyny srebrno
ptasią tandetę z modeliny
Zakopiec z rzeźbionych
szkatuł się rozsypał
opatrzność gębę malowaną
rozdziawia pod skrzydłem
już podaję ustom
wełnisty oscypek
spod chmury krużganka
ciupagą tnę na oślep
hejnał łaskawca miękko
zwraca mnie Rynkowi
z powrotem na wszystkie
cztery strony
Góralskie wesele
Zaczęło się całkiem niewinnie:
liście pożółkły po borach,
góry jęknęły dolinnie,
przywlokła się mgielna zmora.
Wicher przygrywa na skrzypkach,
słońce wzruszone pobladło
i tylko patrzeć weseliska,
las stawia jesienne jadło.
Ruszyła kolaska z kościoła,
aż zatrzeszczało w krużgankach.
Jarzębin garść rzuca Młoda -
- w sadach sypią się jabłka.
Wirują w tańcu spódnice,
tupią zziębnięte kotliny,
powietrzne dzwonią nożyce -
- to drzewne są oczepiny!
Łypią równiny zazdrosne:
Patrzajta, jak to się żenią
w tej zawierusze miłosnej
tatrzańskie wierchy z jesienią...
Starość
Wschodzisz słońcem
brzucha matki
stawiając fundamenty
pamięci
jesteś początkiem
i końcem trwania
sięgając po najwyższą
z tajemnic w proch
obraca się dotyk
krótki lot
z piedestału homeostazy
Kłótnia na rozstaju
Gdzieś na słów rozstaju,
nad niezgody kością,
Rozsądek się zajął
kłótnią z Wrażliwością.
Dedukcją wygrażał,
logikę przyzywał,
rozumem nawracał,
sensem przygadywał...
A ona?
Cóż ona...
Tezą westchnienia
obala argument
rozsądku istnienia.
Medytacja
Nie szukam prawdy - chcę pomilczeć,
przyjąć komunię bystrzyc strumieni.
Wrzucić grosz echa w górskie doliny,
gdzie cisza w śniegach bielą się mieni.
Bo... ludzkość we mnie już nie uwierzy,
na dnie mych oczu płoną wraki,
w dłoniach na proch ścieram czarne perły,
mchem porastają me wady i braki.
Ku słońcu wznoszę ciężkie ramiona,
rozmawiam szumnie ze szczerym niebem.
Z wiatrem niech płynie pieśni spełniona
o tym człowieku, co chciał być drzewem.
Wrzosem pisane
Wrzosem spisane
pod jałowcem
kilka myśli
rozbiegło się mrówką
stopą spamiętane
miękkiej ziemi taniec
w serpentynach deszczu
kilka myśli mgielnie
się rozpierzchło
dzikiej plaży
kamień w myśli
poplątane rzucił
wiatr od morza
dłonią uduszone
roztrzaskane twarze
jeszcze niewypowiedzianych
marzeń
Żyto
Słodki koniczynowy
wieczór
twarzą przy księżycu
wspomnienia nadlatują
miękkim skrzydłem sowy
wyciągam rękę
po rozgrzane słońcem
świerszcze
po białe niebo
po twoje usta między
kłosami żyta
Nigdy już nie byliśmy
bardziej dla siebie
Szpitalne matrony
Zdawać by się mogło
łączy nas tak wiele
wspólny ruch oporu
przeciw białym kitlom
nic bardziej mylnego
szpitalne matrony
od świtu w rynsztunku
każda się pochyla
nad chorym światem
swego dziecka
nie rozmawiają
lecz wymieniają
uwagi
tylko ja - bidula
w żółtej piżamie
przytulam małą
śpiącą biedronkę
wyglądamy tak słodko
że nawet dostałam śniadanie
Deszczowe wariacje trzy
I
Biegnę w deszczu
westchnienia róż pieszczą me usta,
jak intruz patrzę na romans
wiatru z kroplami deszczu...
...ich milość pachnie
jak swieżo łuskany groszek.
II
Tańczę w deszczu
miłości z rozkoszy
gryząc poduszkę
III
Uciekam w deszczu
złożony parasol ściskając w dłoni,
uwięziona w mokrej sukience,
z cieżkim powróslem włosów.
Biegne przez mokrą łąkę,
ścigana przez koniczyny.
Wiatr zamilkł - jeszcze nie widział
takiej zmokniętej dziewczyny...
Smutny cud
Odkryłam Cię
w sobie w delikatnym
pękaniu baniek mydlanych,
w tupnięciu motylej nogi.
Nasłuchiwałam każdego
snu niespokojnego w palców
drżeniu,
poznałeś stopami moje
żebro stworzenia,
gładkie lustro
jeziornego brzucha,
dotykaliśmy się przez
prześcieradło delikatnej
tkanki macierzyństwa.
Srogim bólem zapłaciłam
za Twój świat,
instynktem spychając
w dół kolejne istnienie...
Dziś patrzę na smutny cud,
jak z dnia na dzień
stajesz się nie mój,
godzę się po cichu
na każdy krok,
nie oceniam.
Mieszam codziennie
radość i cierpienie
jak pożywną zupę
trzęsącą dłonią
rozsypując proporcje.
***
Anioły i Demony
bezkrwawe
i bezcielesne
z różną fakturą
skrzydeł
mieniące się
kolorami ludzkich
modlitw
niesprawiedliwe
i posłuszne
Anioły smutku
i Demony mroku
wszystkie łaczy
jedno-milość
do ludzi
***
Moja miłość chodzi leśną
ścieżką wydeptaną przez
dzikie zwierzęta,
mieszka w jasnym zagajniku
i gubi w krzakach
potłuczone filiżanki
***
Oczami starej kobiety
patrzę i widzę to, co jest
i było proste.
Sama widzę wodę,
którą muszę wypić,
Bo w oczach ludzi
nigdy nie dorosnę...
***
Nie igraj z ogniem,
dziewczynko, nawet jeśli
płonie w Twych źrenicach,
nie goń wiatru,
nawet jeśli gra pieśń
na gałęziach Twej duszy,
nie wchodź do rwącej
rzeki, uniesie Cie
ku szumiącym wodospadom,
nie tul sie do drżącej ziemi,
bo zechce przemówić i Cię połknie,
nie słuchaj mnie
jeśli masz milość w sobie
Szeptucha
Hen, daleko za bagnami,
tam, gdzie cisza włada głucha,
w puszczy z prastarymi pniami
sędziwa żyje Szeptucha.
Do niej, gdy zła wybije godzina
z dziecięciem na ręku bieży
strachem pobladla rodzina:
Szeptucha urok odczynia.
Kładzie dłon suchą na główce małej,
dziwną bułeczkę do rączki wkłada,
matce trzy małe ciastka daje
i tak Szeptucha powiada:
Pójdziecie wszyscy o północy,
z pełnią księżyca na dróg rozstaje,
pod wschodnia trzy zakopcie ciastka,
czwartym niech się dziecię naje.
Gdy pójdą - zapalą świece Szeptucha,
klęka na swych zdrewniałych kolanach.
Modli sie we łzach przed starą ikona,
modli i płacze bez przerw do rana.
W borze znów cisza nastaje głucha,
matuś nad dzieckiem sie upłakała,
zdjęła zeń urok stara Szeptucha,
zdrowie u Boga mu wyjednała.
***
nie pytaj
czy możesz
pamietaj
milość dzielona
na dwoje
mnoży się
w nieskończoność
***
Czy mogę być ci oddechem
pod lawiną złych wspomnień,
nasze myśli zmienia sie w szron,
włosy splota sie snieżnym szalem,
w ciepłe twych oczu ogrzeję dloń...
Czy mogę być lisciem?
Złapię spadające wspólne chwile,
każdą zapamietam żyłka na mym ciele,
nawet gdy nie dla mnie staniesz sie motylem.
Wojownik
Wsród huku wystrzałów
wielki wojownik przekrada się
ku liniom wroga
DUM - DU - DUM!
Z twarzą przy ziemi,
bronią gotową do strzału
i lwią odwagą w sercu
DUM - DU - DUM!
Wtem zrywa sie z krzykiem,
biegnie - i pada z szeroko
rozwartymi oczami...
(zapadła złowroga cisza)
Nie! Powstaje znowu!
Przeładowuje plastikowe magazynki
i poprawia przekrzywioną pieluszkę...
***
Kochaj mnie cieniem dotyku,
muśnięciem wschodzącego slońca.
Kochaj mnie, jakbym była z mgieł
utkana, oplotę Cię sobą niczym woal.
Kochaj mnie w dojrzałej pszenicy,
na ziemi pulchnej od kretów,
podaj mi napój z natchnienia winnicy,
nakarm słowami poetów.
Ukryj w zamczysku swego ciała,
odziej w miękką zorzetę duszy.
Rozpalmy świec tysiące w komnacie,
Łoże zaścielmy płatkami róży.
Zrzucimy z siebie skrzydła cierniste
pocałunkami przeszłość zdmuchując z powiek...
Kochaj piekielną swą nałożnicę,
kochaj, jak tylko potrafi człowiek.
* * * *
|