intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki

TRASA: Wilkowice Bystra (PKP) - Magurka Wilkowicka - Czupel - Łodygowice (PKP)

Włóczegę tę odbyliśmy pod koniec dość chłodnych i deszczowych wakacji 2005, ten dzień jednak miał być przepięknie upalny i nienaznaczony ni kroplą deszczu czy nawet cieniem złowrogich chmur. Ten dzień miał być pełny uśmiechu na całe niebo, niespodziewanych przygód i niezapomnianych chwil skrzydaltych jak ptaki, całe stado kolorowych ptaków. Jak więc było, posłuchajcie... (44kB)

Wędrówkę swoją rozpoczeliśmy z cichej stacyjki PKP w jednej z naszych najbardziej ulubionych miejscowości - Wilkowice Bystra. Stąd udaliśmy się w niespełna dwugodzinną podróż za zielonymi znakami na Magurkę.
Początkowo szlak wiódł przez obskurne podziemne przejście, później zaś chodnikiem przez uśpione jeszcze miasteczko. Trasa na tym etapie jest stosunkowo dobrze oznaczona, do czasu jednak... bowiem po jakimś kwadransie marszu dotarliśmy na bardzo ruchliwe skrzyżowanie, gdzie szlak właściwie się urywa jak niedopowiedziane zdanie... (44kB)

Skrzyżowanie pokonaliśmy idąc prosto - droga w lewo zaś, wiodzie obok przystanku i sklepu, by dotrzec do "dzikiej" drogi w kierunku niezwykle urolkliwej studenckiej chatki na Rogaczu, drogą tą dotrzeć można również do szlaku o kolorze czerownym biegnącym z Bielska Mikuszowic na Magurkę. Tak wiec pokonaliśmy skrzyżowanie i już dość gładko poczłapaliśmy radosnie dalej prosto, czystym, zadbanym chodnikiem by po niecałym kwadransie skęcić w lewo na stromą asfaltową i elegancką drogę pośród uroczych, letniskowych domków i ogrodów znajkdujących się wiernie przy nich niczym rodzeństwo barwne i bogate... (44kB)

W końcu skończyłą się asfaltowa ingerencja człowieka i zaczeła pięknie dzikość tego świata, tych gór Beskidu Małego, które tak bardzo ukochaliśmy. Leśna wartka droga wiodła - momentami srogo pod górę, lub innym razem łagodnie i opiekuńczo jak troskliwa matka raz po raz przecinając wstęgę wijącej się jak wąż szerokiej asfaltówki mącącej harmonię i spokój tego miejsca, cóż począć - cywilizacja. (44kB)
Troszkę już zmęczeni, lecz szczęsliwi i usmiechnięci - bo jakże można nie uśmiechać się w górach, tam gdzie Bóg widzi wszystko jakby wyraźniej, bliżej - dotarliśmy do malowniczej, aczkolwiek dość ludnej polany szczytu Magurki Wilkowickiej (913 m.n.p.m.), skąd to rozciąga się wspaniała panorama. (44kB) Przy dobrej widoczności można stąd na tle niebieskiego nieba z przemykającym raz poraz po nim stadzie białych obłoków zobaczyć całe otoczenie Kotliny Żywieckiej, perłę beskidu - Babią Górę, jej młodszego brata Pilsko czy też grupę Wielkiej Raczy. Na pd - zach. długi i malowniczy wał Baraniej Góry, Skrzyczne, a na zach grupę Klimczoka.
Stąd po dość długim odpoczynku połączonym z radosną kapielą w promieniach słońca i uwiecznieniu okolicy w cyfrowym ślepiu aparatu fotograficznego, ruszyliśmy w niespałna godzinną wedrówkę za znakami niebieskimi na najwyższy szczyt Beskidu Małego - Czupel (933 m.n.p.)
(44kB)
Ten odcinek trasy jest nadwyraz widokowy i malowniczy, właściwie idzie się wciąż grzbietami skąd rozpościera się przepiękna panorama na Jezioro Źywieckie i jego okolice. Właśnie w takich miejsca dostrzega się tak bardzo namacalnie i bezsprzecznie poetycką i wrażliwą duszę Boga. W końcu łagodnie dotarliśmy z wolna na szczyt tego najwyzszego szczytu - Czupla, tutaj zastaliśmy widoki najdelikatniej powiedziawszy - nieoczekiwany, bowiem podczas naszej ostatniej wizyty ponad rok temu szczyt czupla był jedynie stertą kamienii zewsząt otoczoną skrzetnie lasem.
(44kB)
Tym razem zastaliśmy przytwierdzone do dwóch drzew nowe, lśniące tabliczki informujace o nazwie wierzchołka, wysokości oraz przestrzeżeniem przed "pozyczaniem" tablic, cóż, Polak potafi! Prócz tablic, co najważniejsze, zastalismy istne, drzewne pobojowisko - wszystkie drzewa od strony Jeziora Żywieckiego zostały co do pnia, skrupulatnie wycięte, odsłaniając przepiękną wprost panoramę. Brakuje słów by opisać piękno tego widoku, tak więc zobaczcie sobie choć jej małą część na zdjęciu sami.
Napawaliśmy oczy, chłonęliśmy, chwile spędzone w tym pieknym miejscu wszystkimi zmysłąmi, lecz czas był nieubłagany, wciąż uparcie posuwał wskazówki wszystkich zegarów świata do przodu. Trzeba było ruszać więc w dalszą drogę, konkretnie w dwu godzinną drogę za znakami czerwonymi do Łodygowic na stację PKP. Juz teraz jednak możemy powiedzieć, że nie udało nam się to...i po niespełna połgodzinnym marszu szlak nam się urwał i poszliśmy szeroką, kamienista drogą na tzw. "czuja"...co jak się później okazało było błędem :-)
Droga ta bowiem wiodła do małej i cichutkiej wioski o wdzięcznej nazwie Czernichów.
(44kB) Tak więc los nie pozostawił nam nic innego jak łapać "stopa" do Łodygowic, Wilkowic, Mikuszowic lub Bielska. Ten sam los okazał się jednak nad wyraz łaskawy, gdyż już po kilkunastu minutach zatrzymał się przed nami łaskawy kierowca Fiata 125, który zawiózł nas pod samą stację kolejową w Łodygowicach za co mu z całego serca z tego oto miejsca dziękujemy!
Stąd już spokojnie i niemal filmowo udaliśmy się - jak zawsze - ku zachodzącemu słońcu Katowic.