No i odbył się wreszcie, po półrocznej egzystencji stonki w Internecie, I Rajd Myśli Stosu.
Wzięli w nim udział Ania, Artur, Kasia, Magda, Marta no i moja skromna osoba.
Trasa Rajdu wiodła jednymi z najciekawszych zakątków Beskidu Śląskiego, mianowicie: Wisła Głębce Mroźnica - Stożek Wielki - Soszów Wielki - Jawornik -Wisła Uzdrowisko.
A było to tak...
Dawno, dawno temu (konkretnie 25.07.2004), kiedy niebo było sine i płakało deszczem łez, spotkali się ludzie, których łączyły wspólne wartości, poczucie humoru oraz wspólny cel - zdobycie Wielkiego Stożka. Wyruszyli roszeni mżawką z małej stacyjki PKP w Wiśle Głębcach za znakiem niebieskim w dwu i pół godzinną wędrówkę na Stożek. Humorki jednak dopisywały, a jeśli one dopisują to nie ma nic, co mogło by złamać ekipę Myśli stosu.
Na zdjęciu od lewej: Artur, Marta, Ania, Magda i Kasia - za aparat chwycił ten, który to tu pisze.
Tak więc szliśmy wolno, początkowo asfaltówką, by raptowanie (może nawet zbyt raptownie jak dla rozgadanych turystów) skręcić w lewo na ścieżkę leśna, którą następnie dzielnie pięliśmy się w górę aż do mementu, w którym szlak niebieski przecina znak czerwony (główny szlak beskidzki) biegnący z Przełęczy Kubalonki. Znużeni już kolorem niebieskim obraliśmy kurs za znakami czerwonymi i poczłapaliśmy dość stromą, szeroka leśną dróżką. Co jakiś czas jednak mijaliśmy ustronne polany, jedna zauroczyła nas nawet do tego stopnia, że postanowilismy jej poświęcić nieco więcej czasu i coś skonsumować ;-)
Na zdjęciu od lewej: Plecak, Ania, Kanapka, Kasia, Kanapka zawinięta w woreczek.
Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Wiedzeni w dalszym ciągu szlakiem dotarliśmy po jakimś czasie do wielkich głazów (jak mówi Przewodnik są to "skały ostańce z gruboziarnistego piaskowca istebniańskiego") oraz przecudownego krajobrazu, który przyszło nam już jednak szczęśliwe oglądać w ciepłych promieniach słońca.
Za tym pięknym miejscem szlak obniża się ku grzbietowi hali, nad która ukazuje się szczyt Stożka a nieco poniżej mieści się schronisko.
W schronisku na Stożku ( 978 m n.p.m.), zabawiliśmy kilka kwadransów napawając się czystym górskim powietrzem, cudownymi panoramami Głębiec, Doliny Łabajów czy Kiczory oraz gorącą herbata.
Niestety w uwiecznieniu naszej bytności tam przeszkodził taki mały niuans jak skończenie się filmu w moim aparacie, tak wiec dalsze zdjęcia które tu znajdziecie są wynikiem moich internetowych poszukiwań.
Widok ze schronisko na Wielkim Stożku.
Ze Stożka ruszyliśmy znakiem czerwonym w półtora godzinną wędrówkę na Wielki Soszów.
Początkowo szeroka, leśna droga prowadziła nas bardzo stromo w dół, poczym rozległymi, widokowymi polanami z osiedlowymi, małymi domkami. Stąd już prowadziła łagodna i bardzo przyjemna droga do Zagrody Lepiarzówki - klimatycznej i nad wyraz stylowej chatki na Wielkim Soszowie (886 m n.p.m.), w której spędziliśmy ponad godzinę napawając swe zmęczone już oczy rozpościerającymi się z tamtąd pięknymi panoramami Wisły i okolic.
Zdjęcie to nie pochodzi już z naszej wyprawy o czym może sugerować śnieg ;-)
Ruszylismy dalej. Nieco niżej odnaleźliśmy już właściwe schronisko na Soszowie Wielkim. Tu jednak nie zabawiliśmy długo, jako, że drugi oddech przed zejściem do Wisły Uzdrowiska złapaliśmy już w Zagrodzie.
Tak wiec ruszyliśmy w półtoragodzinną wędrówkę za niebieskim szlakiem zboczem Soszówa. Początkowo szeroka, wygodna droga wiodła nas odkrytymi terenami pośród domków osiedla Zawiść, dalej zeszliśmy do centrum Wisły Jawornk i dość długo człapaliśmy chodnikiem wzdłuż drogi, by dojść wreszcie do wielkiego mostu kolejowego, ślicznego kościoła katolickiego i do stacji PKP, skąd w szampańskich humorach, aczkolwiek lekko zmęczeni udaliśmy się pociągiem do swych domów.
Na sam koniec chcę gorąco podziękować całej ekipie Rajdu Myśli Stosu za zaufanie jakim mnie obdarzyli, wspaniały klimat radości jaki stworzyli oraz po prostu za to, że byli.