|
TRASA: Wetlina - Przełęcz Orłowicza - Smerek - Smerek (wieś)
Wetlina - niewielka wioska leżąca u stóp słynnej bieszczadzkiej Połoniny Wetlińskiej. Z nieba żar wlewany przez żółty lejek wywiercony w czystobłękitnym nieboskłonie. Jako, że fragment początkowy trasy dobrze znało się, to się postanowiło iść w sandałach - butach kusych największego z piechurów - Jezusa zwanego Chrystusem...
Żółty szlak, początkowo łagodnie, później lesiście, bukowo, stromiej na pierwszy z przystanków - Przeęłcz Orłowicza (1075 m.n.p.m.). Stąd pół godziny, na czerwono na szczyt Smerka.
Dęcie wiatru zbawienne, dające wytchnąć na połoninnym upale było. Czapek zrywanie wielkie i trosk. Szło się pięknie grzbietem garbatej połoniny, choć w tłoku, którego ten tu piszący nie lubi, pomimo, że częścią jego niezbywalnie i bezsprzecznie był. Płynęło się falą i w fali, miażdząc i plugawiąc górską mszę wędrowną, spokój tego sakrum.
W końcu wyłonił się szczyt ukrzyżowany - za czyje winy? za czyje zbawienie?

Ludzi tłum, mówiący językami wielu narodów, błyski fleszy, ale i widoki urody przecudnej, uroku niezwykłego. Panorama naokolna, bo i Połonina Wetlińska i górscy jej odwieczni przyjaciele do koła.
W dół schodzenie na początku połoninne, strome, międzykamienne. Później spokjniejsze, wewnątrzlesiste.
I w końcu zejście na pole wielkie, wyludnione, namiotowe stało się. Stąd 20 minut do wsi Smerek - spokojnej i jakby śpiącej w cieniu, u podnóża szczytu o tej samej nazwie.
I wtopiło się cudnie w ten szelest lasu, szmer rzeki, wszak stało się tym szelestem lesistym, tym rzecznym szmerem na noc długą, gwiaździstą, tajemną.
|