|
TRASA: Goleszów - Tuł - Mała Czantoria - Wielka Czantoria - Soszów Wielki - Wisła Jawornik - Wisła Uzdrowisko
Wędrówkę tę odbyło się pięknie i zwiewnie w dzień dobry i łaskawy a jej głównymi celami była Wielka Czantora (995m) oraz Tuł (621m), na którym jak głosi przewodnik można oglądać rzadko spotykane okazy florystyczne oraz nieokiełznaną bo chronioną grupę cisów.
Rozpoczęło się eskapadę ze stacjo PKP Goleszów - miejsce dość mało reprezentatywne dla miasteczka - skąd za wiedzeniem czarnym szło się początkowo spokojnymi, rannymi ulicami Goleszowa, potem tworem asfaltowym w lesie, by wreszcie dojść do starych kamieniołomów i cementowni. Później już leśnymi ścieżkami do samego schroniska na Tule.
Trasa z Goleszowa do tego miejsca zajęła około 2,5 godziny, przy czym jest dość urozmaicona, więc tym samym szybko się nie przykrzy, nie nudzi, nie doskwiera.
Z Tułu wciąż smutno - na czarno w 45 minutową trasę na Małą Czantorię, gdzie ostatni kwadrans to straszna korba czyt. wyjątkowo ostre podejście i trzeba nie lada determinacji, siły ducha zgoła, by z jednego kwadransu podejścia nie zrobić dwóch albo i trzech lub w najgorszym razie zaniechać wchodzenie wogóle. Cały trud i brak schroniska na Małej Czantorii wynagrodza jednak przepiękny widok na Ustroń i okolice.
Po krótkim postoju ruszamy w dalszą wędrówkę żegnając się definitywnie ze spokojem i ciszą wcześniejszych odcinków, albowiem od tej pory turystów polskich i czeskich będzie zatrzęsienie, grom gwarny i nachalny.
Ale póki co kroczenie osamotnione i wolne po cudownych grzbietach obu Czantorii łączących się w wiekowym uścisku.
Droga z Małej na Wielką Czantorię zajęła około 1 godziny marszu w pięknym otoczeniu górskich panoram. Dotarło się wreszcie do drugiej z Czantorii, która przywitała nas pseudo góralskimi piosenkami huczącymi z głośników nad jednym z kiosków oraz gwarem elegancko ubranych turystów (dotąd bowiem można dojechać kolejką z Ustronia Polany).
Nie tracąc tam zbyt dużo czasu zostawiło się gwar profanów za plecami, ruszając w dalszą górską włóczęgę w kierunku Soszowa Wielkiego, na który to wiódł znak czerwony.
Odcinek ten to 1,5 godziny dreptaniny urokliwej i spokojnej pomimo, że mało widokowej, wszak bezludnym lasem biegnący, przy stosunkowo niewielkiej różnicy wzniesień (wyłączając dość pionowo biegnący początkowy odcinek).
Schronisko na Soszowie - najlepsze ze wszystkich mijanych tego dnia: ładne architektonicznie, spokojne oraz... ostatnie i co za tym idzie towarzyszyło największemu naszemu zmęczeniu, a więc i uldze niebiańskiej i ludzkiej zarazem.
Stąd po upragnionym odpoczynku trochę już zmęczeni całodniowym człapaniem, podjęło się dalszą wędrówkę niebiskim szlakiem po łagodnym zboczu, pięknymi łąkami w stronę Wisły Jawornika skąd już prostą drogą ochodnikowaną do Wisły Uzdrowiska na dworzec PKP.
|