intro nowe oto my wiersze proza fotki wędrówki cytaty filozofia książki media czat! forum księga linki

TRASA: Wetlina - Przełęcz Orłowicza - Połonina Wetlińska - Brzegi Górne (PKS)

Dzień letni, wczesny poranek opleciony chłodną rosą dogasającej nocy i woalką mgły, niedzielne modlenie w Wetlinie o dobrą drogę, śpiew i w rejs - 3,5 godzinną włóczęgę ku Połninie Wetlińskiej i znajdującej się na niej tzw. Chatce Puchatka.

Ramię przy ramieniu, ruszyło się. Początkowo łagodnie, asfaltowo na kraniec Wetliny. Później na żółto, zboczem, anielsko i sielsko do budki Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Tutaj szczęść boże, szerokiej drogi i dalej. Po schodach i kładkach - cywilizacyjnie przez buczynowy las i skalne posągi otryckich piaskowców.
Wzbierający jak rzeka tłum ludzi poszerzał koryto, przyspieszał swój bieg.
I połonninie się zrobiło, połoninnie i prażąco złocistym słońcem równie nieprzyjaznym, co zbawiennym, życiodajnym i radościodajnym!

Przełęcz Orłowicza wyrosła przed oczami, przed jestestwami całymi. Stąd ponad 2 godziny do celu, przez 8 kilometrową Połoninę Wetlińską.
Droga tu jednak piękna - widokowa i zróżnicowana. Później jednostajna bardziej, bo zboczem samym - lot anielski, spokojny.
I stała się słynna "chatka wiatrów" - Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1223 m. n.p.m.), tłoczna o tej porze roku i dnia, nieprzyjazna zadumie, samotności, z naturą w czystej swej formie obcowaniu. Ponad nią budowla najzacniejsza - obskurny wychodek. Panorama dookolna, zapierająca w piersiach dech, wszak jest i Rabia Skała i wyniosła Wielka Rawka, Smerek samotnik czy Połonina Caryńska po przeciwległej stronie. Czas jednak zejścia w dół nastał, przyspieszony nieco przez narastającą falę uderzeniową turystów - mieszanie się zachwytów z krzykiem piw otwierania w świętym miejscu.
Spod schroniska znakiem czerwonym do Brzegów Górnych (PKS) nieco ponad godzina dość stromego, choć wygodnego bo wieloporęczownego i naschodnego schodzenia. A schodziło się ochoczo bardzo i pięknie, bo w towarzystwie wyniosłej i jakby niedostępnej majączącej w oddali Połoniny Caryńskiej, pilnie obserwującej, uśmięchniętej pasmem łąk i słońcem.
Jeszcze mostek, pod nim rzeczka i skończona jest wycieczka - zaprawdę piękna i pouczająca.
Po raz kolejny poczuliśmy organoleptycznie, znaczy się jestestwem całym swym, że Bieszczady żyją, więcej - tętnią życiem nad życie...